21.08.2017

XVIII - HOW MANY SECRETS CAN YOU KEEP?


Przestałam na chwilę oddychać, gdy już znalazłam się na korytarzu. Wszystko dopiero do mnie docierało, powodując jedynie większy ból głowy i suchość w ustach. Myślałam o tym, pomijając oczywiście uczucie odrzucenia, zawodu czy zdrady. Było mi z tym na tyle dziwnie, że wpadłam w stan otępienia, który nie pozwalał mi na logiczne podejmowanie decyzji.
Nikt inny jak nieoceniona Cynthia przyszła mi z pomocą. Technicznie rzecz biorąc, stała tu od samego początku, ale dopiero teraz zdecydowała się otworzyć tę swoją jadaczkę i trochę mnie słownie opluć. W końcu dawno tego nie robiła.
- I jak ci ze świadomością, że złoty chłopiec wcale nie jest taki złoty?
Stała oparta o ścianę plecami. Dłonie miała splecione na piersi, a spojrzenie wbite we mnie. Co dziwne, nie było w nim zawiści. Raczej jakiś dziwny chłód, który wyglądał znajomo, bo właśnie to się ze mną teraz działo. Zaczynałam być obojętna, zaczynało być mi wszystko jedno nawet, jeśli tego nie chciałam.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać - wychrypiałam, unosząc na nią wzrok.
- Ale ja chcę ci coś powiedzieć.
Odbiła się od ściany i podeszła bliżej. Cofnęłam się o krok, napotykając za sobą zimne drzwi, które oddzielały nas od Sasuke. Cóż za niefart.
- Nie jestem pewna, czy chcę słuchać - powiedziałam, a ona zatrzymała się na przeciwko mnie, na wyciągnięcie ręki.
- Ale posłuchasz, bo nie będę się powtarzać. - Wydęła usta jak dziecko i spojrzała do góry, jakby ostatecznie układała myśli. W końcu jednak zatrzymała wzrok na moich oczach. - Nie wiem co zrobisz, nie wiem, co on zrobi. Jest uparty, ciekawe tylko jak bardzo.
- Nic ci do teg…
- Nie przerywaj mi, będzie prościej - prychnęła, na co zacisnęłam pięści, ale zamilkłam. - Miej świadomość, Sakura, że my dwie wcale tak bardzo się od siebie nie różnimy. - O tak, z pewnością. Też jestem narkomanką z jakąś psychozą i prześladuję swojego byłego. - Stać nas na dużo i wolałybyśmy poświęcić siebie dla innych niż odwrotnie.
- Co ty możesz o tym wiedzieć? - syknęłam, ale ona uśmiechnęła się smutno. Tak szczerze smutno, że aż mnie zmroziło, bo przez ułamek sekundy zobaczyłam w niej odbicie swojego rozgoryczenia.
- Nazywaj to wszystko jak chcesz, nazywaj moją miłość jak chcesz, ale nie podważaj jej, a ja przestanę podważać twoją. Nie zaakceptuję jej, bo to absurd, ale przestanę w nią wątpić.
Mówiła całkiem serio, nie wyłapałam w tym nawet krzty kłamstwa. Tylko dlaczego?
- Jakie to ma znaczenie?
- Takie, że ludzie zakochani są w stanie robić niestworzone rzeczy. To Uchiha zrobił mnie tym, kim jestem. To ja dla niego zrobiłam, co zrobiłam. Tyle, że on nie umie kochać, więc ja skończyłam na dnie, a on na szczycie.
- Po co mi to mówisz? - spytałam, mrużąc oczy, ale ona odwróciła się i zaczęła powoli iść korytarzem.
- Żebyś patrząc na mnie jeszcze raz zastanowiła się, czy warto pchać się w to bagno. - Mimowolnie zaczęłam za nią iść.  - Ja nie mam już nic do stracenia, a ty? - Cynthia zatrzymała się i spojrzała na mnie przez ramię w bladym świetle jarzeniówek. Wyglądała przerażająco, ale prawdziwiej niż kiedykolwiek. - Zatraciłam dla niego wszystko, a zostałam z niczym. Nie sądzę, byś była na gotowa na to samo.
- Nic o mnie nie wiesz - powiedziałam cicho, a dziewczyna przygryzła wargę, chcąc pohamować uśmiech.
- I nie chcę wiedzieć, lecz z jakiegoś powodu chciałam cię ostrzec. - Cynthia wzruszyła ramionami. Mnie zabrakło słów, jakichkolwiek. Byłam wyzuta ze wszystkiego. - Chodź, dzieciaku. To dopiero początek.
Nie odpowiedziałam jej. Pozwoliłam się jedynie prowadzić przez korytarze, choć sama nie wiedziałam dokąd. Uciekanie nie miało sensu, zgubiłabym się w tej plątaninie, a oni mieli kamery. Szczerze powiedziawszy, to straciłam nawet chęć.
Uchiha pałętał mi się po głowie, jakby był tuż obok mnie. Jego słowa, jego twarz. Nie mogłam się tego wyzbyć. Wtedy, gdy go zobaczyłam, kotłowało się we mnie z nadmiaru emocji. Teraz miałam wrażenie, że wszystkie zniknęły, oby nie bezpowrotnie. Mogłam tylko smętnie iść za Cynthią, ale z każdym kolejnym krokiem czułam, że Sasuke staje się dla mnie obcy, że miłość czasem nie wystarcza, tym bardziej niepewna, że kruche zaufanie łatwiej złamać niż cokolwiek innego.
Można nazwać to reakcją obronną, można nazwać to nawet tchórzostwem, ale gdy Cynthia kazała mi wejść do pomieszczenia z łóżkiem, stołem i małą lodówką, wiedziałam, że ta “cela” jest dla mnie. Wiedziałam też coś jeszcze i jakiś nagły impuls spowodował, iż chciałam, aby Cynthia również się o tym dowiedziała.
- Bierz go sobie. - Dziewczyna zatrzymała się wpół kroku. Wpatrywała się we mnie tymi swoimi pięknymi oczami, jakby nakłaniając mnie, żebym powtórzyła. - Jest twój. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
Jedyne co pożegnało mnie przed zamknięciem drzwi to jej uśmiech. Nie triumfu, nie radości, a tego cholernego smutku, którzy przytłoczył mnie dziś na tyle, że jedyne, na co było mnie stać, to padnięcie na łóżko. Co dziwne usnęłam od razu, jakby nawet moja podświadomość miała dość.

Nie miałam tu okna, więc nie mogłam w żaden sposób liczyć czasu. Gdy spałam za pierwszym razem zabrano mi dokumenty, telefon, zegarek. Zostałam z niczym. Prócz ogromu własnych myśli, oczywiście.
Posiłki dostawałam nieregularnie, przez co nawet tak nie mogłam się zorientować w mijających minutach, godzinach.
Za każdym razem donosiła je Cynthia. Co dziwne, powstrzymywała się od komentarzy, choć wydawałoby się, że wręcz cisnęły jej się na usta. W końcu jednak zostawiała talerz i wychodziła.
Byłam zła, bez kitu. Otępiała, rozczarowana i zła. Na Uchihę, na jego tchórzostwo, ale i na siebie za swoją naiwność. Wcześniej się jeszcze łudziłam, że może wszystko jest przeciwko niemu, że może to jakiś psychol wybrał go na przypadkową ofiarę, że jest niewinny. Na szczęście przejrzałam na oczy. Zrozumiałam, iż trzeba go wreszcie zatrzymać, zanim sprzeda i mnie.
Usłyszałam, jak ktoś przekręca zamek w drzwiach. Po chwili stanęła w nich Cynthia.
- No cześć - rzuciła, jakby właśnie wpadła na herbatkę.
Jakże chętnie wypiłabym z nią taką herbatkę. Podałabym nawet osobiście.
Z cyjankiem.
- Czego chcesz? - mruknęłam, ciągle siedząc na łóżku, oparta plecami o ścianę.
- Sasuke średnio co dziesięć minut powtarza, że musi się z tobą zobaczyć, a minęły już w sumie dwa dni, więc… to twój szczęśliwy dzień! - Wyciągnęła kciuka do przodu, a ironii nie było końca.
- Miejmy to już za sobą. - Wstałam, prostując plecy, które bolały cholernie od spania na tym niewygodnym materacu.
Cynthia uśmiechnęła się, unosząc kącik ust. Nie wyglądało to przyjaźnie, w żadnym razie.
- Daj rączki, kotku.
- Chyba kpisz.
Pomachała mi kajdankami przed twarzą.
- Nówki. Wczoraj kupiłam.
- Powtarzam: chyba kpisz.
W sensie z jej punktu widzenia to było logiczne. Nieskrępowana mogłam ją obezwładnić w drodze do Sasuke, ale… ale no litości.
- To jest żałosne, Cynthia - warknęłam, wiedząc, co się zaraz stanie.
- Nie wiem, mnie bawi.
Pierwszy raz nosiłam kajdanki. Szczerze mówiąc, to trochę wrzynały mi się w skórę i były cholernie ciężkie. Próbowałam jednak nic po sobie nie pokazać, bo satysfakcja Cynthii byłaby zdecydowanie bardziej bolesna.
Bez zbędnych rozmów, na szczęście dotarłyśmy pod drzwi pokoju Sasuke. Znów czułam niepokój, mimo wcześniejszej pewności, że na wszystko sobie zasłużył. Sama już nie wiedziałam…
- Możemy wchodzić.
Nie usłyszałam kroków Ichiro, który wręcz z ciemności wyłonił się obok. Posłał mi smętne spojrzenie, ale od razu stało się ono ostrzejsze, gdy Cynthia zwróciła na niego uwagę.
- No to hop - mruknęła zadowolona dziewczyna, otwierając drzwi.
Widok Sasuke mimo wszystko nie był mi obojętny. Widząc nowe rany i siniaki, teraz  też na twarzy, coś mnie zemdliło. Tym razem Uchiha uniósł głowę, gdy tylko weszliśmy do środka.
Patrzył tylko na mnie. Nawet na sekundę nie zdjął ze mnie wzroku. Czułam się przytłoczona jego spojrzeniem, jakby dodatkowo wbijało mnie w podłogę, jakbym i ja mogła patrzeć tylko na niego. Trwało to kilka sekund, które zaczynały burzyć moją pewność siebie. Próbowałam jakoś stłumić nagłą tęsknotę, która jakby w jego obecności urosła do niebotyczych rozmiarów.
- No już, bo się zrzygam - mruknęła Cynthia, popychając mnie do przodu.
- Daj spokój. - Ichiro położył dłoń na moich plecach, co zdecydowanie nie umknęło Sasuke. Pozostał on jednak w ciszy.
- W każdym razie czas nam się kończy.
Cynthia podeszła do Uchihy. Kucnęła. Ten spojrzał na nią spod zmrużonych powiek, co było trochę ciężkie, ponieważ jedno oko miał mocno podbite. Z rozciętej wargi jeszcze niedawno leciała krew. Część zaschła, tworząc na jego brodzie upiorny malunek. Lewą skroń też miał rozciętą. Był osłabiony i niedożywiony. Jedyne o czym myślałam to to, żeby go stąd wyciągnąć.
Blondynka dmuchnęła mu prosto w twarz, na co Sasuke odwrócił głowę.
- Mówiłam ci, że do niej też się dobierzemy, jeśli będzie trzeba. Teraz trzeba.
- Ją macie zostawić w spokoju. Ze mną róbcie co chcecie. Taka była umowa.
Uchiha wcale nie patrzył na Cynthię, patrzył na mnie. Chyba nigdy nie spoglądał mi prosto w oczy tak długo. Czułam, jak sztywnieję ze strachu. Nie miałam pojęcia, jak nas stąd wyciągnąć.
- Umowa, umowa. Umowa jest tylko jedna. Przyznasz się, my cię wypuścimy. I już, voila. Oto cała umowa.
Ichiro zbliżył się do mnie delikatnie, gdy Cynthia była do nas odwrócona tyłem.
- Pozwól jej robić co chce - szepnął wprost do mojego ucha, stojąc teraz idealnie za mną. - Wtedy szybciej skończy.
Naprawdę się bałam tego, co miało się zaraz stać.
- Dajcie jej spokój, powiedziałem. - Sasuke spojrzał na Cynthię, a ona zaśmiała się w głos.
- Przepraszam - ponownie szepnął Ichiro, łapiąc mnie za łokcie.
Zdezorientowana zareagowałam za wolno. Dziewczyna podeszła i z całej siły uderzyła mnie w brzuch. Sasuke krzyknął, a mi zabrakło powietrza.
Wyprostowałam się, nie mając zamiaru dać się złamać.
- Zaufaj mi, proszę. - Znów Ichiro.
- Cynthia, przestań - warknął Uchiha, ale ta już miarkowała się do kolejnego ciosu.
Niewiele myśląc nad możliwymi konsekwencjami, używając chwytu Ichiro jako podparcia, wybiłam się i kopnęłam ją w brzuch dwiema nogami. Cynthia odleciała ze dwa metry do tyłu, bo w ogóle nie była na to przygotowana. Wylądowała tyłkiem na posadzce, patrząc na mnie wściekle.
- Jak ją trzymasz?! - krzyknęła, a Ichiro faktycznie wzmocnił chwyt. - Ja ci zaraz pokażę, głupia kurwo.
Dziewczyna podniosła się zadziwiająco szybko. Podleciała do mnie, zamachując się na moją twarz. Na tyle na ile mogłam odchyliłam się w lewo, a jej pięść prawie trafiła Ichiro. Drugi raz nie miałam się już jednak gdzie uchylić. Dostałam w szczękę. Raz, drugi, trzeci. Sasuke coś krzyczał, ale nie mogłam wyłapać słów.
- Wystarczy Cynthia - warknął Ichiro, ale ta, jakby go nie słyszała. - Wystarczy!
Chwiałam się, nie mogłam złapać pionu, gdy wreszcie przestała mnie okładać. Wręcz wpadłam w ramiona Ichiro, nie będąc w stanie samodzielnie ustać.
- Skoro nie ona, to co ci trzeba zabrać, żebyś w końcu się przyznał?!
Cynthia chyba też miała troszeczkę dość. Ja jednak skupiałam się na tym, żeby odzyskać zdolność widzenia.
- Nie róbcie jej krzywdy.
Czułam w ustach metaliczny posmak krwi. Nie miałam zamiaru tego połykać więc splunęłam na podłogę.
- Masz dziesięć minut, kochana. - Cynthia podeszła do mnie, a Ichiro znów się nachylił.
- Jeszcze dziś was wyciągnę. - Udał, że całuje mnie w skroń, szepcząc to. Sam gest nie uszedł niczyjej uwadze. Szczególnie tej Sasuke.
- Ostatnie dziesięć minut. Naprawdę nie będziemy się z nim dłużej cackać.
Popchnęła mnie do przodu, wprost pod nogi Uchihy, a razem z Ichiro opuściła pokój. Drzwi trzasnęły głucho, przypominając o ciszy, która teraz wisiała pomiędzy nami jak kat.
- Przepraszam.
Westchnęłam i zarzuciłam jakąś szmatę, która leżała na podłodze, na kamerę.
Usiadłam obok niego. Skrępowane ręce położyłam między nogami. Swoją dumę rzuciłam gdzieś w kąt. Miałam dosyć tego wszystkiego. Naprawdę, miałam dość.
- Przepraszam, Sakura.
- Nie tylko mnie powinieneś przepraszać.
Próbowałam się od niego odgrodzić, jakoś mentalnie odsunąć. Nie pozwolić mu znów mnie złamać. Nie mogłam powiedzieć, jak bardzo za nim tęskniłam czy to,  że gdybym mogła to poruszyłabym niebo i ziemię, żeby go stąd wyciągnąć.
- Sakura, ja cię kocham - powiedział tak cicho, że ledwo co go usłyszałam. Sama też wstrzymałam oddech. - Nie odchodź ode mnie. - Czy to już desperacja czy jednak szczere wyznanie? Boże, nie wiedziałam co robić. - Chociaż ty mnie nie zostawiaj.
Zacisnęłam usta, gdy zsunął się w bok, z jękiem kładąc głowę na moich kolanach.
- Ja też już nie mam siły - mówił dalej, a ja nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Drżącą dłonią dotknęłam jego ramienia w miejscu, które nie było obite albo rozcięte. - Ale… ale to wszystko ma powód.
Leżał tak trochę, a ja gładziłam jego ramię, myślami będąc gdzieś bardzo daleko.
W końcu jednak podniósł się do siadu i nachylił się nad moim uchem.
- Oddam się w ręce policji, jeśli mnie stąd wyciągniesz. Przysięgam. Muszę tylko coś wcześniej zrobić. Potem sam pójdę na komisariat.
Gdy dotknął mojej dłoni, coś we mnie drgnęło. Ja też miałam tego wszystkiego dość.
- Naprawdę przepraszam.
Bałam się każdej z możliwych opcji. Przebywanie w tych warunkach było paranoją, jednak jeśli faktycznie udałoby nam się uciec, to… co dalej? Policja, procesy, odsiadka. Boże.
- Czego ode mnie oczekujesz? - spytałam cicho, starając się powstrzymać drżenie słabego głosu.
Sasuke milczał.
Suka rozcięła mi skroń pierścionkiem. Czułam, jak struga krwi rośnie, zahaczając już o policzek. Przejechałam językiem o po górnych zębach, co też sprawiło mi ból.
- A czy jeśli poproszę, żebyś na mnie zaczekała, to będzie za dużo?
Uśmiechnęłam się smutno. Jak to miałoby wyglądać? Czy ja tego w ogóle chciałam? Chciałam być z człowiekiem, który w każdej chwili mógł mnie sprzedać, kiedy uznałby to za konieczne?
- Nie wiem, Sasuke - odpowiedziałam z trudem, czując jak zbiera mi się na płacz. - Ty zdążyłeś mnie stracić, zanim naprawdę mnie miałeś.
- Myślisz, że nie zdaję sobie z tego sprawy? Że nie boli mnie to tak jak ciebie? - Położył się na plecach, ciągle z głową na moich kolanach, przez co miał idealny widok na moją twarz. - Bo boli cholernie, Sakura.
- W-warto było? - spytałam, bojąc się odpowiedzi. Co jeśli powie:tak? - Zrobiłbyś to wszystko jeszcze raz, gdybyś wiedział, że tak się skończy?
- Czemu pytasz?
- Po prostu odpowiedz.
- Nie zrobiłbym.
Z jakiegoś powodu uwierzyłam mu bez wahania. Może tak bardzo chciałam to zrobić, że przy pierwszej lepszej okazji po prostu wzięłam to za pewnik.
Głupia ja.
- Jak sobie to potem wyobrażasz?
Moje pytanie zawisło w powietrzu. Sasuke nie odpowiedział od razu, jakby sam bał się tego, co miał zamiar powiedzieć.
- Zanim się przyznam, muszę przepisać wszystko na Dyare i wypłacić tyle gotówki ile się da, żeby Nirs po tym co zapowiedział, nie mógł ściągnąć jej z konta.
- Czyli jak zawsze chodzi o kasę - odparłam z żalem, jakbym straciła właśnie ostatnia nadzieję. Mimo wszystko pieniądze. Pieniądze, pieniądze. Zawsze na pierwszym miejscu.
- Po prostu…
- Chyba nie chce tego słuchać.
- Ale wysłuchasz.
Sasuke podniósł się i usiadł obok z wyraźnym bólem. Próbowałam na to nie zareagować, ale gdy się zachwiał, to było silniejsze ode mnie, aby podać mu ramię. Złapał je od razu i wsparł się na nim, spoglądając mi w oczy.
Mój oddech przyspieszył, jakby ciało miało dość moich zmian nastrojów, jakby chciało się przestawić na jeden, choćby na ten najgorszy, byle się tylko nie zmieniał.
- Zrobiłem już dużo złego - zaczął Uchiha, biorąc moją dłoń w swoje. Nie zaprotestowałam, gdy to robił. Chciałam, a jednocześnie nie mogłam znieść jego dotyku i obecności. Teraz jednak zwyciężyła potrzeba. Wręcz desperacka potrzeba jego bliskości, która była przecież jednym ze źródeł problemu. - Nie wiem, kiedy Sheeiren się obudzi, a Itachi musi za coś żyć do tego czasu. Mam dużo do naprawienia, a chcę zacząć zanim mnie zamkną.
- Myślisz, że to czego najbardziej potrzebuje teraz twój brat to kasa?
Wyczuł chyba niedowierzanie w moim głosie, a ja uświadomiłam sobie, że była to prawda. Naprawdę tak myślał, tak czuł.
- A co innego mogę mu zaoferować, Sakura?
Spojrzał mi prosto w oczy, a ja nie uciekłam wzrokiem. Zapatrzyłam się w oczy koloru najciemniejszej z bezgwiezdnych nocy, wciąż nie mogąc się zdecydować, czy nie popełniam kolejnego życiowego błędu.
- A co mi możesz w ogóle zaoferować?
Nie wiem, czemu to powiedziałam. Był to kiepski moment na kolejne żale, lecz… to była prawda. Długo zadawałam sobie to pytanie, nie wiedząc co mi odpowie, gdy wreszcie zapytam.
- Nie będę miał firmy, pieniędzy. - Uciekł wzrokiem w bok, choć nie przestał gładzić kciukiem mojej dłoni i przyszło mi na myśl, że robił to tak rozpaczliwie, jakby chciał zapamiętać jej fakturę, jakby miało minąć sporo czasu, zanim znów to zrobi.
- Czemu tak bardzo zależy ci na pieniądzach. Czemu w zależności od nich definiujesz swoją wartość?
Wciąż nie uniósł wzroku, błądził nim po posadzce.
- Skoro tak siebie oceniasz, to innych również. Czemu więc w ogóle zwróciłeś na mnie uwagę?
- Nie mów tak. Nawet tak nie myśl - odparł bez namysłu. Coś mi tu jednak nie pasowało.
- Dlaczego nie? Wszystko usprawiedliwiasz forsą, powodem twojego nieszczęścia też jest ona. Łapiesz się jej jak ostatniej deski ratunku i sądzisz, że bez niej jesteś niczym. - Mimo że nie chciałam, mój głos przybierał na sile, co odbijało się reakcją na jego twarzy i w jego oczach, które patrzyły na mnie tak, jakbym raniła go do żywego.
- Bo jestem.
Oklapłam. Zabrakło mi słów. Już nie wiedziałam co mu powiedzieć.
- Kim miałbym bez nich być?
To chyba żal. Żal i strach zapędziły go w róg, skąd nie potrafił się wydostać. Naprawdę tak bardzo się tego bał.
- To dla ciebie tak trudne do wyobrażenia? - spytałam ciszej, unosząc dłoń.
Dotknęłam lekko palcami jego policzka. Drgnął, choć nie chciał tego po sobie pokazać, co tylko dodało mi odwagi.
Dotknęłam jego skroni, linii szczęki.
Ust.
Błądziłam tak po jego twarzy przez kilka sekund. Przez cały ten czas przypatrywał mi się bacznie, choć ze spojrzeniem pełnym cierpienia, któremu nie dałam się stłamsić. Naprawdę próbowałam zrozumieć wszystko co zrobił i…
Teraz widziałam cały jego strach.
W jego mniemaniu był on naprawdę ogromny. Zrozumiałam, że Sasuke dawno nie zastał spokoju.
Mały chłopiec wplątał się w duży problem.  
- Jestem bez nich nikim, Sakura - szepnął, całym sercem w to wierząc. Nie miałam co do tego wątpliwości.
Objęłam go za szyję i przyciągnęłam do siebie, próbując nie przysporzyć mu bólu. Oplotłam go ramionami, wreszcie czując, jak schodzi ze mnie napięcie, stres, strach. Ten jeden gest uspokoił mnie w przeciągu chwili.
Sasuke również odetchnął i uniósł ręce, abym jeszcze mocniej do niego przywarła. Jakby bał się, że zaraz zniknę, przytulił mnie mocno, wręcz rozpaczliwie zaciskając dłonie na materiale mojej koszulki.  
I ja czułam tę rozpacz.
Moje kilkanaście dni rozpaczy, jego kilka lat.
- Nie mogłem przestać o tobie myśleć - szepnął prosto w moje włosy, wplatając w nie jedną dłoń, którą położył na moim karku, przyciskając do siebie. - Gdy siedziałem tu sam tyle czasu, mogłem myśleć tylko o tym, czy mi wybaczysz. Nie kiedy, ale czy w ogóle.
Nie chciałam płakać. Byłoby to groteskowe. Byłam jednak na skraju załamania, przetrzymywana w jakiejś obskurnej piwnicy. Mężczyzna, którego kochałam był tylko w gorszej sytuacji, więc gdy poczułam na policzku łzę, wcale nie było mi z tego powodu wstyd.
- Myślałem też o tym, co bym zrobił gdyby udało się uniknąć tego scenariusza. I wiesz co? - Poczułam delikatne muśnięcie jego ust tuż za uchem. Przymknęłam oczy, chcąc chociaż na chwilę zapomnieć, gdzie byliśmy i dlaczego. - Pokazałbym ci wszystko czego się boję i wstydzę, aby nic już nie musisz trzymać przed tobą w sekrecie.
Targnął mną bezgłośny szloch. Nie zawodziłam. Jedynie szept Uchihy przerywał ciszę. Szept tego, przez którego spotkały mnie te wszystkie nieszczęścia, a ja mimo to pozwoliłam mu całkowicie wziąć się w ramiona i kołysać delikatnie w przód oraz tył, bezpiecznie się w nich kryjąc.
- Nie umiem sobie z tym poradzić, ale chciałbym. Naprawdę chciałbym.
Odsunęłam się lekko. Moje ramiona zesztywniały przez co wyszło trochę niezgrabnie. Sasuke wyczuł moje zdystansowanie i to nie tylko fizyczne. Widziałam to w jego spojrzeniu, które przygasło.
Nie wiem, czy Cynthia podsłuchiwała czy nie, ale drzwi otworzyły się akurat, gdy zabrałam dłoń z ramienia Uchihy, gdy milczeliśmy już kilka sekund. Wystarczyło szybkie jej spojrzenie, abym poczuła się jeszcze gorzej i to nie dlatego, że pałałam do niej nienawiścią tylko dlatego, że zaczynałam ją po części rozumieć.
- Koniec wizyty, gołąbeczki - mruknęła, ostentacyjnie żując gumę.
Odwróciłam się do Sasuke, próbując zapamiętać każdy detal jego twarzy mimo, że była pokiereszowana. W końcu jego oczy wciąż pozostały takie same: czujne, wpatrzone we mnie, tęskne i bardzo smutne.
- No już, bo się zrzygam.
Sasuke całkowicie ignorował dziewczynę. Wciąż się we mnie wpatrywał, a ja pozwoliłam mu położyć mi dłoń na karku i przyciągnąć do siebie. Opadłam na niego, przez co opierałam się teraz policzkiem o jego obojczyk, czując jego usta na swoim czole.
I znów zebrało mi się na płacz.
Tylko tym razem była tu też Cynthia, co drastycznie zmieniało postać rzeczy. Nie chciałam dać jej powodów do kolejnych drwin, więc podniosłam się lekko i szybko pocałowałam go w skroń.
Wstałam, poprawiłam ubranie i spojrzałam z odwagą w oczy kobiecie, która była jednym z powodów mojego nieszczęścia. I podeszłam do niej. Już bez strachu.
- Gotowa? - spytała, a ja posłałam jej krótki uśmiech, który wyraźnie ją zdezorientował.
- Jak nigdy - odparłam i trąciłam ją barkiem, mijając w drzwiach.
Nie spojrzałam za siebie, na Sasuke, bo mogłabym mieć problem z wyjściem stąd, a Cynthia wystarczająco dużo razy widziała moje słabości, więc nie czułam potrzeby powiększania tej kolekcji.
Drzwi zamknęły się za nami z głośnym szczękiem. Gdu Cynthia odprowadzała mnie w ciszy, zrozumiałam dwie rzeczy - jedną był fakt, że początek zmian w moim życiu dopiero nadchodzi, a drugą to, że te zmiany wcale nie muszą być zmianami na lepsze.

Siedzenie i wyczekiwanie w tej celi przyprawiało mnie o mdłości. Nie mogłam ani usnąć, ani się odprężyć. Mój umysł był wręcz na skraju załamania przez niepewność i to cholerne czekanie.
Gdy Ichiro powiedział, że nas stąd wyciągnie, to przyznaję, że mu uwierzyłam. Chciałam wierzyć, że nie była to kolejna pułapka Nirsa stworzona tylko po to, aby nas  znowu złamać. Nigdy nie czułam się tak, jak przez ostatnie dwa tygodnie, więc naprawdę powoli fiksowałam. Do tego dawno nie dostałam niczego do jedzenia, przez co byłam otępiała i osowiała. Starałam się zachować jasność umysłu, ale było ciężko.
Bardzo ciężko.
Kiedy to wszystko się zaczęło, obyło się bez fajerwerków. Nie zaczęły wyć syreny, pokazywać się kraty. Groteskowo wręcz Ichiro po prostu wszedł do mojej celi i syknął, że mam natychmiast z nim iść. Nie musiał mnie dodatkowo namawiać, choć moje ciało chciało protestować. Jedyna zmiana jaką zauważyłam, to fakt, że nie migała czerwona lampka na kamerze, co musiało znaczyć tyle, że chłopak wyłączył zasilanie lub sam monitoring.
Wstałam i podeszłam do Ichiro, który bezzwłocznie złapał mnie za rękę i pociągnął korytarzem w lewo.
- Gdzie jest Sasuke? - spytałam, próbując złapać oddech.
- Jeszcze u siebie. Najpierw musiałem wyciągnąć ciebie - sapnął, nagle skręcając w prawo, przez co o mało się nie wywróciłam.
- Przecież w tym wszystkim chodzi o to, żeby jego wyciągnąć - powiedziałam ze złością. Czułam, jak mięśnie spinają mi się ze stresu.
- Dla mnie to ty jesteś najważniejsza, nie jakiś twój facet - burknął i wypchnął mnie przez drzwi na zewnątrz.
Pierwszy raz od kilku dni widziałam nocne niebo. Na widok księżyca i gwiazd aż odetchnęłam, choć nie było na to za bardzo czasu.
Ichiro wcisnął mi w dłonie kluczyki.
- Pobiegniesz za tamte trybuny i skręcisz w pierwszą ulicę w lewo. Są tam stare garaże. Otworzysz trzeci od lewej i podjedziesz autem, które jest tam schowane, pod - wskazał palcem przed siebie - tamto drzewo, jasne?
- Dobrze.
- Ruszaj. Zaraz będę tu z Sasuke.
Puściłam się biegiem przed siebie, choć nie miałam na to siły. Nie odwróciłam się ani razu, bojąc się, że nie zdążę wrócić. Obskurne garaże przyprawiały mnie o ciarki, jednak poziom adrenaliny miałam tak wysoki, że nie zawahałam się nawet na moment przy otwieraniu klapy.
Pierwszy raz w życiu widziałam samochód, do którego miałam wsiąść i zrobiłam to niezwłocznie. Wyjechałam na wstecznym, nie zamykając z powrotem garażu. Zatrzymałam się przy wskazanym drzewie, ale nikt na mnie nie czekał.
Wysiadłam z samochodu, czujnie wpatrując się w bramę. Ręce drżałym mi ze zdenerwowania. Mózg wytworzył już tysiące scenariuszy, w których coś nie wyszło, a oni wciąż nie wracali.
Gdy myślałam, że lada moment wbiegnę tam z powrotem, zobaczyłam dwie postaci zbliżające się do mnie. Jedna pomagała iść drugiej, która szła z wyraźnym trudem. Nagle ktoś pojawił się za nimi. Coś błysnęło w świetle księżyca. Modliłam się, żeby był to nóż, a nie pistolet. Przez gnatem nie potrafiłabym się obronić.
- Otwórz drzwi! - krzyknął do mnie Ichiro.
Po chwili tylna kanapa była gotowa, aby przyjąć ich obu, ale Cynthia była coraz bliżej. Obawiałam się, że uniemożliwi im dotarcie do samochodu, więc nie myśląc za wiele wyminęłam ich, chcąc ją zatrzymać.
- Co ty robisz?! - wrzasnął Ichiro, zatrzymując się.
- Do samochodu! Weź go do samochodu! - krzyknęłam przez ramię i zatrzymałam się, patrząc na Cynthię, która w oczach miała obłęd, a w rękach nóż.
- Odejdź albo cię zabiję - warknęła dziewczyna. Cofnęłam się o krok i  pierwszy raz w życiu zrozumiałam w całości, co znaczyło mieć duszę na ramieniu.
- Odłóż nóż - powiedziałam cicho, ale ona była tak zamroczona, że zupełnie nie zwracała uwagi na to, co mówię.
- Nie pozwolę mu znów odejść, rozumiesz? Nie pozwolę! - wydarła się przeraźliwie, aż przeszły mnie dreszcze.
Nie miałam pojęcia, w jakiej rzeczywistości znajdowała się teraz ta dziewczyna, ale definitywnie nie w mojej.  Była totalnie nieobliczalna. Pierwszy raz na własne ocz widziałam szaleństwo. Drżały jej dłonie, miała rozbiegane spojrzenie i mord wypisany na twarzy.
- Nie pozwolę ci go zabrać. - Znów się odezwała.
Dopiero teraz zorientowałam się, że powoli cofałam się w stronę samochodu.
- Zejdź mi z drogi albo cię zabiję - warknęła, a ja zacisnęłam pięści, analizując jak wybić jej nóż, zanim da radę go użyć.
- Cynthia, opanuj się - powiedział Ichiro, ale to tylko dodatkowo ją rozwścieczyło.
- Nie zbliżaj się! A ty. - Spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek. - Ostrzegam ostatni raz. Odejdź albo będę musiała cię zabić.
Cynthia chyba pomijała w swoim rozumowaniu fakt, że było nas więcej. Jakby w ogóle nie kalkulowała swoich szans, choć dla nas akurat było to na rękę.
- Ostrzegałam.
Wyrwała mnie z zamyślenia, rzucając się do przodu z uniesioną dłonią, w której trzymała nóż. Odskoczyłam w ostatnim momencie. Ichiro coś krzyczał ale nie byłam w stanie rozróżnić słów. Cynthia natomiast nie miała pojęcia o walce z nożem, więc tylko cięła na oślep, a z racji, że robiła to trochę niezgrabnie, udawało mi się tego unikać.
Widząc, co chce teraz zrobić przeskoczyłam na nogach lekko w lewo i uderzyłam ją pięścią w bark, tym samym wybijając pęd jej uderzenia i paraliżując na chwilę ramię. Nie tracąc czasu kopnęłam ją kolanem w brzuch, na co ona odruchowo pochyliła się do przodu, chcąc złapać oddech. Chwyciłam ją za łokieć i wykręciłam rękę, w której trzymała nóż. Upuściła go i myślałam, że na tym skończy się to starcie, jednak ona wyrzuciła łokieć do tyłu, zdzielając mnie nim w przeponę. Zatkało mnie na chwilę, co ona wykorzystała, aby się oswobodnić. Jedyne co zdążyłam zrobić, to kopnąć rękojeść noża, aby go od nas oddalić.
Wrzask Sasuke przeciął powietrze. Wydawało mi się, że wykrzyczał moje imię. Uśmiechnęłam się lekko, prostując się, lecz od razu musiałam odskoczyć, aby uniknąć uderzenia w twarz. Widząc, jak Cynthia miarkuje się do kolejnego ciosu, poczekałam aż go wyprowadzi i znów go zbiłam. Dziewczyna się zachwiała, co wykorzystałam, aby kopnąć ją w brzuch przez co zachwiała się jeszcze bardziej.
Uniosłam pięść, ale dziewczyna niespodziewanie upadła i przeturlała się w bok. Gdzieś błysnęło ostrze noża, ale nie potrafiłam go zlokalizować. Nie chcąc dać jej czasu na działanie zamiarkowałam kopnięcie na udo, co dało pożądany efekt, bo opuściła gardę, dzięki czemu prawdziwe kopnięcie na głowę weszło idealnie. Cynhia znów upadła, choć tym razem wstała od razu. Okręciła się, a ja poczułam, jak ostrze zahacza o moje ramię.
Znów czyjś krzyk przeciął powietrze.
Ach, ten był mój.
Cofnęłam się, przykładając dłoń do rany, gdzie od razu poczułam krew.
- I co? Już nie jesteś taka sprytna - warknęła Cynthia i ostatni już dziś raz rzuciła się na mnie. Odsunęłam się, dzięki czemu impet uderzenia, które chciała zadać, przerzucił ją do przodu. Nie czekając za dużo, kopnęłam ją w plecy z półobrotu.
Tym razem to jej wrzask zakłócił ciszę.
Widząc, że nie wstaje pochyliłam się do przodu, chcąc złapać oddech.
- Sakura, musimy jechać! - krzyknął Ichiro, a ja się wyprostowałam i podeszłam do dziewczyny. Trąciłam ją butem, ale nie zareagowała. Nogą przewróciłam ją na plecy, gdyby przypadkiem znów chciała się na mnie rzucić i upadłam na kolana.
- Sakura!
Na widok noża, na który Cynthia musiała upaść, wystającej rękojeści z jej brzucha, zaniemówiłam.
- Karetkę! Trzeba wezwać karetkę! - wydarłam się, nie mając pojęcia co robić. Ona musiała żyć, musiała przecież. N-nie mogłam jej zabić.
Ichiro podszedł i przystanął na chwilę zmrożony widokiem, od którego nie mogłam oderwać wzroku. Nie przyjmowałam tego do wiadomości.
- Chodź, zadzwonimy z auta. Chodź. - Szarpnął mnie za ramię, ale ja nie byłam w stanie się ruszyć.
Całe ręce miałam we krwi. Sama nie wiem, co chciałam zrobić, lecz…
- Sakura, ktoś wychodzi z budynku. Sakura, kurwa! Złapią nas, jeśli natychmiast nie wstaniesz!
Ichiro odciągnął mnie od Cynthi i wręcz zaniósł do samochodu, ledwo się przy tym nie wywracając. Posadził mnie obok Sasuke z tyłu, a sam usiadł za kierownicą. Słyszałam, jak wykręca numer na pogotowie, jak mówi, że ofiarą jest dziewczyna z raną kłutą brzucha.
Złapałam się za głowę i wybuchłam płaczem. Poczułam jak Sasuke łapie mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie. Jak mnie tuli i próbuje uspokoić. Ale ja nie mogłam się uspokoić. Ciągle miałam przed oczami jeden obraz. Nóż wystający z brzucha dziewczyny, którą zabiłam.
- Ja ją zabiłam - powtórzyłam, szlochając, na co Uchiha jedynie mocniej mnie przytulił. Objęłam go w pasie i schowałam twarz w zagłębieniu między jego obojczykiem a szyją. Zrobiłam to tak desperacko… - Zabiłam.
- W obronie własnej - powiedział cicho, gładząc mnie po głowie.
- Ale…
I znów się rozpłakałam. Nie wiedziałam co robić, nie wiedziałam co myśleć. Mój umysł nie dopuszczał do siebie tego, co zrobiłam. Tego, że kogoś zabiłam.
- Zaraz się przesiądziecie. Ktoś nas widział, pewnie ruszy w pościg. Za zakrętem czeka na ciebie Kirito, Sakura. - Głos Ichiro przebił się przez mój szok.
Uniosłam głowę i spojrzałam Sasuke w oczy. Kochał mnie, wiedziałam o tym. Widziałam to, teraz, w tym spojrzeniu widziałam wszystko, ale wciąż nie wiedziałam co z tym zrobić.
- A co ze mną? - wycharczał Uchiha, mając najwyraźniej zdarte gardło.
- Na ciebie czeka ktoś inny.
Mocniej wtuliłam się w Sasuke, nie wyobrażając sobie, że ktoś mógłby mnie teraz od niego oddzielić. Nikt nie mógł mi go teraz zabrać. W końcu pozbawiłam kogoś życia, aby to się nie stało.
Mimo wszystko zatrzymaliśmy się, ktoś otworzył drzwi. Kirito podał mi rękę, ale ja jej nie wzięłam. Nie mogłam się ruszyć. Nie chciałam puścić Uchihy. Wręcz nie mogłam tego zrobić.
- Sakura, proszę. - Kirito ponaglił ruch dłonią, a Sasuke ucałował mnie w skroń.
- Wytrzymaj jeszcze trochę. Niedługo wszystko się skończy - szepnął, ściskając mnie mocniej, jakby na pożegnanie.
- Nie zostawiaj mnie - szepnęłam, wciąż płacząc. - Nie zostawiaj mnie już.
- Muszę - odparł, a ja uniosłam wzrok. Nie tylko ja miałam szklane spojrzenie. - Będzie dobrze, zaufaj mi - powiedział, przyciskając policzek do mojego. - Kocham cię, to nie może się zmarnować.
Objęłam go ramionami za szyję, siadając mu na kolanach. Nie mógł mnie zostawić, nie mógł.
- Co teraz będzie? - spytałam, nie luzując uścisku. Bałam się, że gdy to zrobię, ktoś mnie od niego zabierze.
- Nie wiem - odparł i zaczął delikatnie odsuwać moje dłonie. - Nie mamy czasu. Musimy się rozdzielić i zniknąć stąd.
- Pozwól mi jechać z tobą.
- Nie. Przy mnie spotkają cię same nieszczęścia. Zresztą to rozsądniejsze, jeśli się rozdzielimy.
- Sakura, nie ma czasu. - Kirito siłą wyszarpnął mnie z samochodu. Ja jakoś całkowicie zapomniałam o jego obecności, więc przestraszyłam się, gdy to zrobił i krzyknęłam. - Cicho, już cicho - powiedział uspokajająco, gładząc mnie po ramieniu, gdyż obejmował mnie, stojąc za moimi plecami.
- Dbaj o nią - rzucił Sasuke, z grymasem na twarzy wychodząc z auta.
- Nie musisz się martwić - odparł blondyn i wskazał głową na prawo.
Oboje się odwróciliśmy. Stało tam jeszcze inne auto, o którego maskę opierał się Itachi. Widziałam jak Sasuke się prostuje. Wiedziałam, jak bardzo się boi.
Uchiha podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie. Pocałował mnie szybko i trącił lekko nosem. Uniosłam wzrok, aby móc spojrzeć mu w oczy.
- Pamiętaj, że chciałem dobrze. Przynajmniej ty we mnie nie zwątp.
- Nie zwątpię.
Starł kciukiem jedną z wielu moich łez, po czym spojrzał na mnie ostatni raz.
- I kochaj mnie, żebym miał do kogo wrócić.
Skinęłam głową, a on odwrócił się do brata.
- Jedziemy, Sakura. - Kirito pociągnął mnie za ramię, ale nie mogłam oderwać wzroku od Sasuke.
Widząc, że nie reaguję, blondyn po prostu wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Ja jednak wciąż patrzyłam na Uchihę. Krzyknęłam, gdy Itachi uderzył Sasuke pięścią w twarz. Sasuke zatoczył się i musiał oprzeć się o auto, aby nie upaść. Już chciałam wyjść z samochodu Kirito, ale ten zdążył zblokować zamki.
- Wybacz - powiedział cicho i odpalił silnik.
Zaczęłam szarpać za klamkę i krzyczeć. Nie wiedziałam co się działo. Nic nie rozumiałam. Przed samym odjazdem zdążyłam jedynie zobaczyć, jak Itachi pomaga bratu wstać i przytula go mocno, co mnie uspokoiło, ale tylko trochę.
To co działo się potem, pamiętam jak przez mgłę. Minęło nas pogotowie, Kirito mnie gdzieś zawiózł. Potem zaniósł. Położył na jakiejś kanapie. Zabandażował ramię, przykrył. Kojarzyłam jedynie urywki wspomnień zanim zasnęłam, zapadając w sen, w którym zupełnie nic mi się śniło.

Obudziłam się zlana potem. Za oknem świeciło słońce. Usiadłam i przetarłam oczy. Zobaczyłam Kirito śpiącego w fotelu obok. Dopiero po chwili zaczęłam dostrzegać inne rzeczy. Na przykład to, że byłam cała we krwi.
Uderzyło we mnie wszystko, co się wczoraj stało. Zaczęłam krzyczeć, chcąc zedrzeć z siebie ubranie. Nosiłam na sobie śmierć.
- Sakura, przestań. - Kirito się obudził i podszedł do mnie.
- Zabiłam ją, zabiłam.
- Tak, zabiłaś. Cynthia nie przeżyła, a Sasuke już jest w szpitalu pod policyjnym nadzorem - powiedział na jednym tchu. Widząc, że nie mogłam się ruszyć podszedł i przygarnął mnie do siebie. Już nie płakałam. - Chciał dać ci trochę czasu, więc na razie omija to, jak uciekł, lecz w końcu będzie musiał, więc i po ciebie przyjdą zebrać zeznania, nie wiem co z oskarżeniem. Masz dwóch świadków, także nie powinno być źle.
- Co ty chcesz mi powiedzieć?
- Też będziesz oskarżona. O morderstwo, choć w obronie własnej.

Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego jak przez ostatnie dni. Gubiłam całe godziny. Plątałam się w przesłuchaniach, nie umiałam jasno sformułować myśli. Ten cały proceder, który rozpoczął się po tym, jak Sasuke się przyznał i w końcu wyjawił wszystko, przerósł mnie. Nie spodziewałam się takiej beznadziei, nie spodziewałam się, że tak mnie to zniszczy.
Itachi zadbał o dobrą opiekę adwokacką dla mnie, Sasuke i Ichiro, który przecież też został oskarżony, ale o współudział. Ta lawina przesłuchań i procesów zupełnie wytrąciła mnie z równowagi.
Czas spędzony w areszcie wspominam strasznie. Mój umysł nie pozwalał mi odpocząć. Izolatka, w której mnie zamknięto jedynie przypominała celę ze stadionu. Gdy wreszcie mnie wypuścili, co wywalczył mój adwokat, Kirito już na mnie czekał.
Kiedy zobaczyłam go, stojącego przed aresztem śledczym, rzuciłam mu się w ramiona i rozpłakałam się, choć sądziłam, że nie mam już na to siły. On przytulił mnie i zawiózł do siebie, mówiąc, że nie mogę teraz wrócić do swojego mieszkania. Wciąż nie ujęto Nirsa, któremu udało się zbiec. Moje rzeczy już tam czekały.
Nie mogę powiedzieć, że się tam zadomowiłam, ale jego mieszkanie było azylem, do którego mogłam wrócić po procesach, apelacjach. Nasza sprawa była bardzo głośna, wiele osób się jej przyglądało, dlatego szła dość sprawnie. Oskarżono mnie o zabójstwo, jednak udowodniono, że popełniłam je w obronie własnej. Wezwanie karetki również było nam bardzo na rękę. Uniewinniono mnie, czego nie można było powiedzieć ani o Sasuke ani o Kirito.
Nie widziałam Uchihy ani razu od momentu, gdy rozstaliśmy się na parkingu. Nasze procesy były osobne. Nawet, kiedy byłam jedynie świadkiem w jego sprawie, jego nie było na sali. Nie napisaliśmy do siebie żadnego listu, żadnej wiadomości. Nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu.
- Sakura, podasz mi tę białą koszulę?
Kirito wszedł do pokoju w samych spodniach od garnituru. Tak przywykłam do jego codziennego widoku i towarzystwa, że czułam się wręcz dziwnie, gdy jechał gdzieś służbowo i na noc nie wracał do domu.
- Tę co wczoraj prasowałam?
- Tak. Wisi na krześle w kuchni - mruknął i podszedł do szafki, na której leżał jego zegarek.
Wróciłam po chwili z koszulą w dłoni, którą zaraz narzucił na siebie blondyn. Patrzył na mnie przenikliwie, gdy zapinał guziki, widocznie analizując moje zachowanie.
- Coś się stało?
- Gorszy dzień - odparłam, starając się wyglądać na zrelaksowaną.
Podszedł do mnie i lekko uszczypnął w policzek.
- Przecież gorzej już nie będzie.
Nie odpowiedziałam mu, a jednak nie zabrał dłoni. Wciąż się do mnie uśmiechał, a ja pod naporem tego uśmiechu uspokajałam się, starając się mu wierzyć.
- Postaram się dziś wrócić na kolację - powiedział i ruszył do wyjścia.
Poszłam za nim w ciszy, patrząc, jak zakłada buty. W końcu wstał i otworzył drzwi. W przejściu spojrzał na mnie ostatni raz zanim wyszedł, posyłając mi uśmiech, który tym razem odwzajemniłam zupełnie szczerze.
Zaprzeczanie temu, że wprowadziłam się do Kirito, byłoby błędem, bo tak właśnie zrobiłam. Tam czułam się bezpiecznie, tam zawsze ktoś na mnie czekał. Był przy mnie, gdy na Uchihę wydano wyrok. Był, gdy myślałam, że tym razem już nie dam rady. A Sasuke miało przy mnie nie być przez kolejne pięć lat. Ichiro z racji współpracy z policją i pomocy nam w ucieczce dostał siedem lat. Ta świadomość nie pomagała mi się podnieść.
Pięć lat brzmiało dla mnie jak wieczność.
Jednak pięć lat później stwierdziłam, że był to najpiękniejszy okres mojego życia.

***
No dobra. Nie wiem, co wam powiedzieć. Naprawdę. Nie ukrywam, że akcja epilogu będzie dziać się po pięciu latach. Gdy zacznę go pisać zdecyduję, czy będzie to jeszcze kilka rozdziałów czy sam epilog, choć nie spodziewałabym się super comeback'u. 
Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone to pozostawienie was w niepewności. W sensie wiecie, lubię to robić XD Ale domyślam się, że możecie nie lubić tego doświadczać XD 
Ale i tak kocham. 
Pamiętajcie. 

PS Nie zjedzcie mnie. Jestem ciężkostrawna.